Filipińska zaraza
Cały oburzony kraj podniósł niesamowity rwetes, kiedy nasz były prezydent Aleksander Kwaśniewski śmiał się publicznie pokazać w stanie, co tu dużo mówić, nietrzeźwości. I to żeby zrobił to w kraju, o nie. Było to w Kijowie, na wykładzie z młodzieżą studencką. Trzeba mu było przyznać - wypił zdrowo. Jak sam powiedział, to mógł być jeden kieliszek, mogło być dziesięć. Ale żeby na tym się skończyło! Niespełna dwa tygodnie później prezydent zaskakuje nas ponownie. Na przedwyborczej konferencji LiD w Szczecinie p. Kwaśniewski ponownie ukazuje się w stanie wskazującym na spożycie. I znowu się tłumaczy. Że Filipiny, że leki. Znamy? Znamy. Padnie pytanie: co? A powinno paść pytanie: dlaczego? Dlaczego ten człowiek nie potrafi powstrzymać się przed zajrzeniem do kieliszka nawet przed tak ważną sprawą, jak konferencja czy wykład? Kwaśniewski faktycznie jest chory - ale jego chorobą nie jest żadna malaria przywieziona z Filipin, a alkoholizm. To nie jest kwestia honoru, czy jego braku. To kwestia, z którą ciągle boryka się nasz naród. Cytując za Borowskim, "Olek, mordo ty nasza. Jesteśmy z Tobą". Jesteśmy. Bo jesteśmy niemal tacy sami.